Z pewnością nie będę odosobniona, twierdząc, że opowieść o tragedii z 1993 roku jest świetnie sfilmowana, a aktorstwo to prawdziwa liga mistrzów.
Serial „Heweliusz” obejrzeliśmy z mężem w jeden wieczór, co było dla nas sporym wyczynem. Ale z każdym odcinkiem trudniej było się oderwać od ekranu. A cały serial trwa tyle, co ostatni rejs promu…
Odniosłam wrażenie, że w tym serialu jest kilka postaci głównych bohaterów! A całość – to suma ich osobistych dramatów, przeżywanych w samotności.
Detale, które wstrząsają mocniej niż horror na Bałtyku
Jednak to, co najbardziej mnie poruszyło, to nie te pierwszoplanowe historie, ale detale, które tworzyły tło tej tragedii. Dostrzegam tu podobieństwo do innego ważnego serialu Jana Holoubka, jakim jest „Wielka woda”.
Może też świadomość, że znam zakończenie tej historii, sprawiła, że do mnie, bardziej niż ten wielki, oczywisty horror rozgrywający się na Bałtyku, przemówiły obrazy z dalszych planów. One wstrząsnęły mną silniej niż te najmocniejsze sceny na Bałtyku.
Oto kilka wątków, które mocno poruszały wyobraźnię:
- Łut szczęścia tych, którym nie udało się dostać na prom z braku miejsca.
- Biznesowa presja ze strony szefa, która niejako zmusiła panią Annę Mentzel do wejścia na pokład, wbrew jej planom.
- Spóźniona ciężarówka i niemiecki kuter, które spięły fatalny łańcuch zdarzeń.
- Czy wreszcie – ten zdumiewający upór i ignorancja człowieka ze służb portowych, który nawet na sali sądowej z uporem zaklinał rzeczywistość, że „takie huragany nie istnieją!!!”
Bezradność wobec żywiołu i kruchość życia
Muszę przyznać, że ogromny dyskomfort wywołuje także u człowieka siedzącego w wygodnym fotelu przed telewizorem świadomość bezradności wobec żywiołu i nadciągającej katastrofy, jeśli reżyseruje to Jan Holoubek.
Z jednej strony myślałam o ludziach uwięzionych w koszmarnej pułapce na środku Bałtyku. Ale również – o ich bliskich pozostawionych na lądzie, którzy jeszcze tylko przez kilka godzin będą żyli normalnym życiem.
Zarówno doświadczenie i umiejętności kapitana, dyscyplina załogi, jak i talizmany, dobre myśli bliskich nie miały już żadnego znaczenia, gdy nastąpił ten dramatyczny przechył…
Paraliżująca jest świadomość, jak szybko i ostatecznie można znaleźć się w pułapce.
Serial świetnie akcentuje rolę przypadku i małych zaniedbań, które kumulują się w katastrofę.
„Heweliusz” to realistyczna opowieść o kruchości życia. Pokazuje, jak wstrząsająco błahe, pozornie nieistotne zaniedbania i zbiegi okoliczności potrafią w ułamku chwili wywrócić cały świat wielu ludzi, splatając w jeden koszmarny węzeł losy kompletnie obcych sobie osób.
Po katastrofie – szukanie winnych
Odrębną i równie przerażającą historią jest „wyjaśnianie okoliczności zdarzenia” oraz „szukanie winnych” przez ludzi, którzy bronią jedynie swoich interesów…
Naprawdę warto obejrzeć ten serial, bo zmusza do refleksji.
Moja ocena: 9/10
Zoja Żak
